Trzecia strona monety

Tytuł: Trzecia strona monety
Autor: Acrimonia
Fandom: Harry Potter
Paring/bohaterowie: Hermiona/Draco
Status: drabble
Liczba słów: 300
Gatunek: drama, hurt/comfort
Ograniczenie wiekowe: T (teenege)
Beta: brak
Dodatkowe tagi: studium postaci, slow build relationship, post war, bitter time
Opis: Koniec wojny wcale nie oznaczał wygranej, wręcz przeciwnie.
A/N: Dla Arcanum i Rzan. Tekst pierwotnie miał być na konkurs na Katalogu Granger do tematu nr 2, czyli „odzyskać nadzieję”.

upthehill




Wojna się skończyła, jak się czujesz?
Bzdury. Hermiona nie wierzy tym słowom, bo naprawdę nic się nie skończyło. Nie ma rodziców, świat magiczny jest zniszczony, a jej przyjaciele opłakują swoich bliskich. Brakuje im Freda, Dumbledore’a, Remusa i wielu innych, których imiona nie przechodzą jej przez gardło. Wie, że jeśli je wypowie, załamie się jej głos i przypomni sobie wszystko. Łzy. Krew. Odór zmarłych. Znowu płacz. I wybuchy. Hermiona pamięta, że było głośno — pamięta eksplozje.
Kiedy znowu pytają o koniec wojny — chce się śmiać do rozpuku. Nie są wygranymi nawet przez chwilę.
Nie mogłaby czuć się gorzej, ale tego nie mówi.

Jesteś szczęśliwa?
Na moment, tylko na moment. Wtedy, kiedy widzi upadłego Voldemorta, gdy leży, ale nie widać, by oddychał. Wtedy się cieszy, że to koniec jego reżimu, że więcej nie będzie z nim bitew, że więcej nie zrani bliskich jej osób.
Zaraz po tej chwili dociera do niej, że wojna się nie skończyła, bo jego zwolennicy będą kontynuować jego misję. Wydaje jej się, że to nawet będzie gorsze; chaotyczni, znerwicowani, psychopatyczni, bo bez przywódcy, który by nimi dalej kierował.
Nadejdzie sodoma i gomora — mówi do ukochanego.
Jakim cudem inni mogą się cieszyć, skoro nic nie wygrali? Wręcz przeciwnie — są przegranymi.

Co będzie dalej?
Nie wie.
Obydwoje nie wiedzą, choć o tym często myślą, gdy się widują na obiadach. Czytają, że będzie nadzieja, że będą śluby i dzieci, ale przede wszystkim istotne dla nich są wieści, że będą procesy przed Wizengamotem. Cieszą się po raz pierwszy od dawna, choć tego specjalnie nie okazują.
Wiedzą, że to jak promień serdeczności w ich wspólnym życiu. Cichym i wolno się toczącym, ale ich.
Gdy kończą jeść, odwijają rękawy koszul i szczelnie zapinają mankiety, upewniając się, że materiał nie prześwituje. Blizny wcale nie są powodem do dumy i dowodem odwagi, według nich są jedynie ciężarem.

2 komentarze:

  1. Gdy czytałam książki po raz pierwszy wierzyłam, że pokonanie Voldemorta oznaczało kres wojny.
    Gdy czytałam po raz kolejny zrozumiałam, że zakończenie jest zbyt idealistyczne. Za dużo złego się wydarzyło, by móc tak szybko o tym zapomnieć i przejść nad tym do porządku...
    Wszystkie te moje wątpliwości, ujęłaś tutaj wprost idealnie.
    To drabble jest interesujące - myślę, że tak właśnie Hermiona czuła się po wojnie. Tak właśnie mogła postrzegać rzeczywistość. I tak odzyskiwać małymi kroczkami nadzieję.
    Tekst mnie ujął - uwielbiam tę formę. Oby było ich więcej. ;)

    Pozdrawiam, życząc czasu i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze długo po przeczytaniu sądziłam tak :) Bo akurat należę do tych osób, które czytały zdecydowanie później, zdaje się, że w gimnazjum dopiero i wtedy też przepadłam, wpadłam w fandom, a więc późno (skoro jestem równolatką z HP1, to szalone). Bardziej zrozumiałam, że było to zbyt idealne poprzez czytanie fanfików (gdzie jednak dojrzalsze osoby się tego podejmują i wychodzi pokazanie tej brzydkiej strony powojennego życia).

      Cieszę się, że w jakiś sposób udało mi się sprawić Ci radość tym kawałkiem tekstu.

      Dziękuję pięknie za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      Acrimonia.

      Usuń

Komentuj tak, jak chcesz, by komentowano Tobie!